Szanujmy słowa i siebie nawzajem

Halina Massalska 2010-07-28

Akcja zbierania pieniędzy na radio „Polskie Rozmaitości” udowodniła gorzką prawdę o braku poszanowania dla słowa, a tym samym dla rzeszy słuchaczy, wliczając w to darczyńców. Właściciel programu „Polskie Rozmaitości” pan Jerzy Różalski początkowo informował o swojej fatalnej sytuacji ze względu na dług wobec właściciela stacji WNZK, później mówił o stabilizującej się sytuacji, wreszcie o planach na przyszłość, która może być świetlana (zależy to od kasy); wreszcie swoje radio nazywał radiem publicznym, bez wyjaśnienia, co kryje się pod tym pojęciem.



Nie wnikam w sprawę zbierania pieniędzy na konto PAC, a także ZHP i zasadności tej sprawy, ale zastanawia mnie brak jasnej informacji o tym, jak zamierza Kongres Polonii Amerykańskiej w Michigan zarządzać utworzonym przez siebie funduszem radiowym, kto imiennie odpowiada za ten fundusz, jaki regulamin określa wzajemne zależności między właścicielem programu radiowego „Polskie Rozmaitości” a Kongresem. Czy zainteresowane strony są w stanie wyjaśnić, co rozumieją pod pojęciem – „media publiczne”? Jak wiadomo systemy medialne związane z realizacją zadań publicznych mają zdefiniowaną „misję”, czyli cele, które przede wszystkim powinny realizować. Nie chodzi o czas wypełniony blokami informacyjnymi z Polski, bo te są opracowywane i podawane przez pierwszy program polskiego radia – radia publicznego (myślę, że to odbywa się na podstawie stosownej umowy z polskim radiem). Zasady finansowania mediów publicznych w Polsce są określone. Wynikają one z realizacji obowiązującego prawa polskiego i europejskiego (jak i też z praktyki realizowanej w innych krajach). Społeczeństwo wykupuje usługi publiczne płacąc abonament. Jeśli chodzi o USA, to nie posiadam dokładnej wiedzy w tym temacie, ale na podstawie różnych publikacji, można wnioskować, że media publiczne jako takie w USA nie istnieją. Tutaj nie usłyszy się czegoś takiego, jak np. „amerykańskie radio program pierwszy”... Owszem, poszczególne agencje administracyjne nadają programy radiowe i telewizyjne (w Polsce przez satelitę odbierać można na przykład Pentagon TV), ale to całkowicie coś innego, niż radio czy telewizja publiczna w naszym rozumieniu. Jedyne, co trochę przypomina nasze „misyjne” media, to zestaw programów (o znikomej oglądalności) utrzymywanych z podatków, których misję stanowi prezentowanie na antenie rozmaitych lokalnych artystów, miejscowych wydarzeń rozrywkowych, itp. Oczywiście, jeśli ktoś chce realizować misję, może wystąpić o koncesję i robić to za własne pieniądze, albo pieniądze sponsorów. Być może takie jest zamierzenie PAC i pewnie nie ma nic w tym złego, ale eleganckim gestem byłoby informowanie polonijnej społeczności o swoich planach. Nie wnikając w teoretyczne rozważania nad mediami publicznymi, warto jednak przypomnieć klasyczną doktrynę misji mediów publicznych jako dobra wspólnego, które wymagają przestrzegania cytowanych zasad:

oferowania programów dla wszystkich według zainteresowań i gustów odbiorców,

troski o mniejszości,

troski o tożsamość i wspólnotę narodową,

utrzymywania radiofonii niezależnej od rządu i interesów grupowych,

uzyskiwania części środków z funduszy publicznych (nie tylko z reklam),

popierania wolności nadawania.

Niezwykle upraszczając, można powiedzieć, że media publiczne stanowią przeciwwagę dla mediów komercyjnych. Nie nadużywajmy terminów, których nie da się potwierdzić w praktycznym działaniu, a więc nie nazywajmy polonijnego radia „publicznym”, ani też „społecznym”. Zatrzymam się przy określeniu:„media społeczne”. Na każdym etapie procesu ustawodawczego nazwa ta wzbudza kontrowersje i dyskusje polemiczne w stosunku do intencji i zamierzeń wnioskodawców. Cytuję: „Nadawcą społecznym jest nadawca: którego program upowszechnia działalność wychowawczą i edukacyjną, działalność charytatywną, respektuje chrześcijański system wartości za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki oraz zmierza do ugruntowania tożsamości narodowej” (Dz. U. z 2004 r., nr 253, poz. 2531). Definicja ta jest bardzo podobna zadaniom mediów publicznych, ale w następnych punktach ustawodawca podaje szczegóły wyraźnie odróżniające tego typu nadawcę od innych. Nie może on emitować reklam i zajmować się telesprzedażą, nie może produkować audycji sponsorowanych lub zamieszczać innych sponsorskich przekazów. Nie wolno mu emitować audycji mogących mieć wpływ na prawidłowy, fizyczny, psychiczny i moralny rozwój małoletnich odbiorców (w tym również nadawanych w godzinach od 23.00 do 6.00). Nie może pobierać opłat z tytułu rozpowszechniania, rozprowadzania lub odbierania swoich programów...

Tak więc, Szanowni Przewodnicy polonijnego stada, w poszanowaniu godności naszej i waszej, starajcie się nie szastać słowami, ale po prostu je ważyć. Jeśli mówicie o mediach to szeregujcie je wg odpowiednich kryteriów. Na detroickim rynku są dwa media drukowane – prywatny dwutygodnik o tradycyjnym tytule „Tygodnik Polski” Alicji Karlic oraz prywatny tygodnik „Czas Polski” rodziny Szczepańskich – różniące się, co do formy i treści; media elektroniczne – prywatne radio „Polskie Rozmaitości” Jerzego Różalskiego, prywatny bardzo dobry podcast Łukasza Witkowskiego (wydanie cotygodniowe), prywatny program informacyjno-kronikarski zwany „telewizjadetroit” Rafała Nowakowskiego oraz publikowane w formie elektronicznej pismo społeczno-kulturalne „Profile” Alicji Karlic. Periodyk ten, jest niewątpliwie budującą wizytówką intelektualnych środowisk polonijnych w Detroit, szczyci się dużą częstotliwością odwiedzin, od 80 tys. do 100 tys. miesięcznie.

Anita Zdrojewska – właściciel agencji public relations „Publink” –  przekonuje, że media drukowane (prasa) mają najbardziej długotrwałe oddziaływanie. Gazeta może być czytana wielokrotnie przez wiele osób, jest więc idealnym medium do podawania wielu szczegółów, faktów, w tym liczb. W przypadku mediów elektronicznych (radio i telewizja) – radio oddziałuje na zmysł słuchu, jest najszybszym środkiem rozpowszechniania informacji, ale jednocześnie może być zawodne, „co jest szybko usłyszane, może być źle zrozumiane lub zinterpretowane”. W telewizji, podobnie jak w przypadku radia, szybka informacja może być źle zrozumiana, ale efekt wywołany jednoczesnym oddziaływaniem na zmysł wzroku i słuchu jest z pewnością mocny i długotrwały.

A na koniec, bardziej groteskowo – moja prywatna prośba o pomoc – kto uzupełni to czego nie dosłyszałam?

Halo, halo! Tutaj ---------- radio ----------------------------

Nadajemy audycję --------------------------------------------.

Proszę, niech każdy nastawi aparat,

Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:

Po pierwsze - w sprawie, --------------

Po drugie - gdzie się --------------

Po trzecie - kto się ---------------

Po czwarte - jak

Poznać, kto (-)tak,

A kto nie (-)tak?

 

halmassalska@gmail.com