
Tuż przed rozstaniem,
a może zaraz po,
wprowadziła się do mnie
Nieznajoma…
Znienacka i bez pytania
przywdziała me ciało.
Swobodnie,
jakby zakładała znoszoną sukienkę.
Zniewoliła umysł,
zawładnęła duszą…
Szczuplejsza i bardziej pachnąca
patrzyła w lustro
moimi oczami.
Rozczesywała włosy
moim grzebieniem.
Moją szminką
barwiła wargi niegdyś moje…
Szelest myśli
uciszyła upajającym szumem
bąbelków szampana…
…niebylejakiego zresztą…
Powiadali,
że jestem zmieniona…
…od kiedy On a nie Ty.
Nie pamiętam,
gdzie wówczas byłam…
Kilka miesięcy,
kilkanaście tygodni,
kilkadziesiąt dni,
by świat dawny
zniknął,
by zastać banał…
Powróciłam wczoraj,
pod wieczór jakoś…
W mojej szafie
rzędy sukienek nieznanych…
Flakon perfum
o zapachu zbyt innym niż ja…
Patrzę wokół
i pytam: co dalej?.
Głucha cisza,
odpowiedzi brak.
-Kim jesteś?
-Jestem twym nowym wcieleniem -
- odpowiada ona.
-Zostańmy razem –
- koniuszkami wypielęgnowanych palców
ostrożnie dotyka mej dłoni.
-Dobrze –
odpowiadam cicho,
uwiedziona zielonkawym spojrzeniem.
I ustawiam książki na półce,
w czasie, gdy Nieznajoma
przymierza suknię z falbankami…
Być może
się odważę
ofiarować coś z siebie
Nieznajomej,
i przyjąć od niej
coś…
…skoro los
splótł drogi nasze
nieoczekiwanie…
Wrocław, dn. 26. VI 2010