Między teorią (spiskową) a hipotezą

Andrzej Myc 2010-05-02

Taka to cecha naszego Powiśla,
Za mało się myśli, za wiele domyśla.

Jan I. Sztaudynger
/cytat z pamięci/

Jeszcze nie przestały dymić szczątki prezydenckiego samolotu a już pojawiły się teorie spiskowe, którymi życzliwi znajomi w dobrej wierze zaczęli mi zapychać skrzynkę mailową. 

Kilka słów do ewentualnych Czytelników tego felietoniku. Jeżeli ktoś wie na pewno, że to nie była katastrofa tylko zamach, to niech nie traci czasu na czytanie, ale czym prędzej zawiadomi o tym prokuraturę i przedstawi niezbite dowody na zamach. Jeżeli takich dowodów nie posiada, to może warto zastanowić się czym różni się spiskowa teoria od roboczej hipotezy dotyczącej zamachu i dlaczego byłoby lepiej, aby była to ktastrofa a nie zamach.

Teorie spiskowe nie biorą się z powietrza, ale mają swoje podłoże w naszych głowach i w środkach masowego przekazu, włączając w to internet. Media robią wszystko, aby podgrzać nastrój, ubrać najbardziej fantastyczną pogłoskę w pozór prawdy i sprzedać to będącym w emocjonalnym szoku  odbiorcom. Zamiast informować zatruwają nas plotkami, powołują się na "ekspertów" od lotnictwa, pogody, tajnych służb, etc. Propagują i powielają spiskowe teorie wobec których niestety jesteśmy bezbronni, bo spiskowych teorii ani nie można potwierdzić, ani obalić. W nauce taka teoria jest nazwana niefalsyfikowalną, a więc z definicji nie jest teorią naukową. Jak do tej pory nie udało się obalić żadnej z teorii spiskowych dotyczących zabójstwa prezydenta Kennedy’ego.

Media mogłyby od rana do wieczora trąbić o spiskowych teoriach bez większego efektu, gdyby nasze głowy nie były podatne na wiarę wyrażoną zwrotem „coś w tym jednak musi być”. Podatność na teorie spiskowe jest głęboko zakorzeniona w naszej naturze, bo pomaga nam przetrwać psychicznie trudne momenty w naszym życiu tak jednostkowym jak i zbiorowym.

Każde nieznane zjawisko czy nieszczęście musimy sobie jakoś wytłumaczyć. Tłumaczyliśmy zaćmienia słońca gniewem bogów. Klęski nieurodzajów i nękające ludzkość plagi – grzechami. A w dzisiejszych czasach jesteśmy skłonni tłumaczyć spowodowane przez człowieka nieszczęścia teoriami spiskowymi. Warto zajrzeć do archiwów, aby przekonać się, ile spiskowych teorii powstało po zamordowaniu prezydenta Kennedy'ego czy po zamachu 9-11, żeby daleko nie sięgać. Niby wiemy, że to terroryści Al-Qaidy zrobili zamach terrorystyczny na World Trade Center (WTC), ale wielu moich znajomych było w stanie przysiąc, że za zamachem stał rząd federalny USA, który w ten sposób chciał ubezwłasnowolnić amerykańskie społeczeństwo. Inni bez zmrużenia oka opowiadali mi zaraz po ataku, że to zrobił Mossad, aby sprowokować Amerykę do wojny ze światem arabskim. Dowód? Proszę bardzo. Tego tragicznego dnia Żydzi nie przyszli do pracy w WTC, bo zostali ostrzeżeni przez Mossad. Moim tłumaczeniom, że na kilkanaście tysięcy ludzi pracujących w WTC zawsze jakaś część ludzi nie przyjdzie do pracy, bo jest chora, bo musi się opiekować dziećmi, bo ma do załatwienia jakieś pilne sprawy, bo jest na wakacjach, nie dawali wiary.

To, w jaką teorię spiskową uwierzymy zależy od naszej kondycji psychicznej, naszego wykształcenia, wiedzy historycznej, rozeznania politycznego oraz naszych uprzedzeń.

Najbardziej - jak dotąd - fantastyczną teorię spiskową jaką słyszałem na temat katastrofy samolotu prezydenckiego to taką, że pod Smoleńskiem rozbił się samolot bliźniak bez pasażerów, a samolot oryginalny został gdzieś uprowadzony i wszyscy pasażerowie zamordowani.

Może mi ktoś w tym miejscu zarzucić, że piszę to, co piszę, bo mi specjalne służby zapłaciły złotymi rublami Putina, abym ośmieszał możliwość zamachu. Chciałbym podkreślić z całą mocą, że czym innym jest spiskowa teoria a czym innym hipoteza o zamachu na samolot prezydencki. Na obecnym etapie naszej wiedzy (a właściwie niewiedzy, bo mało się od naszych sąsiadów możemy dowiedzieć) nie możemy ani wykluczyć, ani potwierdzić hipotezy o zamachu. Każdą hipotezę, a więc i tą, że był to zamach należy badać. Jest jednak bardzo ważna, choć subtelna różnica między hipotezą roboczą w kryminalistyce a teorią spiskową.

Przy badaniu katastrofy należy zastosować narzędzia nauk eksperymentalnych, głównie z kryminalistyki. Zastosować metodę indukcyjną. Badać i wnioskować. Czy jeżeli się zdarzyło to czy tamto, to nie zaprzecza to takiej czy innej hipotezie roboczej. Jeżeli coś hipotezie w sposób oczywisty przeczy, to należy tę hipotezę zmodyfikować albo odrzucić. W teoriach spiskowych ludzie posługują się metodą dedukcyjną. Najpierw jest teoria, np. „zrobili to ruskie”, a potem dopasowywuje się fakty (i mity) do tej teorii, jeżeli jakiś fakt nie pasuje, to należy ten fakt odrzucić i dalej starannie dobierać fakty, które pasują.

Niestety w chwili obecnej większość z nas, włączając w to członków komisji badającej przyczyny katastrofy, nie jest jeszcze w stanie myśleć o katastrofie obiektywnie i racjonalnie. Jesteśmy w psychicznej traumie po tej tragedii, a dodatkowo mamy określone sympatie i antypatie polityczne. Nic więc dziwnego, że nie analizujemy informacji, ale oceniamy je pod  względem przydatności dla naszej teorii katastrofy.

Obawiam się, że długo będziemy czekać na wyniki śledztwa i nigdy nie będziemy wiedzieli wszystkiego. Zwolennicy spiskowych teorii mogą spać spokojnie, nic nie jest w stanie obalić teorii spiskowej.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt informacji o katastrofie – aspekt polityczny. Załóżmy na moment, że rzeczywiście to był zamach, że za zamachem stoi rząd Rosji i polska komisja badająca tę katastrofę dysponuje 100% dowodami. Czy rząd ma prawo tę prawdę ujawnić społeczeństwu? Jakie konsekwencje ta prawda mgłaby mieć dla polskiego społeczeństwa i dla świata? Nietrudno sobie wyobrazić, straszne wzburzenie Polaków, niepokoje społeczne, zamachy na placówki dyplomatyczne Rosji, a może nawet wojna z Rosją. Czy rząd ma prawo podjąć takie ryzyko? Nie wiem. Wiemy natomiast wszyscy jak się w podobnej sytuacji zachował rząd USA, który wiedział kilka miesięcy wcześniej o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Tej informacji nigdy nie ujawnił zakładając, że miałaby daleko bardziej tragiczne skutki niż sam stan wojenny. Warto się też zastanowić czy byłoby możliwe, aby taką informację utrzymać w absolutnej tajemnicy. Myślę, że nie. Rząd musiałby sobie też zdawać sprawę czym to mogoby się dla niego skończyć, gdyby Polacy dowiedzieli się, że rząd chciał zachować prawdziwe przyczyny katastrofy w tajemnicy przed społeczeństwem? Społeczeństwo z pewnością uznałoby rząd za zdrajców Polski współpracujących z Rosją, a od tego nie byłoby już daleko do poważnego kryzysu państwa. Czarny to scenariusz.

Lepiej życzmy sobie wszyscy, aby okazało się, że to jednak była katastrofa a nie zamach.

Ann Arbor, MI 26 kwietnia 2010