Każdy ma w życiu coś do zrobienia

Halina Massalska 2010-01-20

 Jeżeli gdzieś w historii, którą znasz, sam trafiłeś na wzór polskiego współmieszkańca, którego dokonania chciałbyś zachować w ludzkiej pamięci, lub też sam wiesz czym kierował się Twój rówieśnik – patriota z przeszłości –  przyjdź do nas.

(-) Wszystko w życiu odbywa się na miarę czasów, w których żyjemy. Nasze dobre samopoczucie jest współmierne do tego jak oceniamy sami siebie. Nie bez znaczenia przy samoocenie jest i to, jak oceniają nas inni. Odpowiedzialni bowiem jesteśmy nie tylko za te uczucia, jakimi ich darzymy, ale również i za te, które u innych wzbudzamy” – cytat ze strony Stowarzyszenia Orląt Armii Krajowej. 

Zanim Stowarzyszenie Orląt Armii Krajowej, zaistniało w sposób formalny, a stało się to w roku 2000, około 10 lat wcześniej powstała grupa inicjatywna. Działali w ramach Komisji Problemowej ds. Edukacji Młodzieży przy Zarządzie Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Kielcach, pod patronatem pułkownika Kazimierza Bończy-Załęskiego, ostatniego dowódcy batalionu 25 pułku piechoty Armii Krajowej. Z jego nominacji pierwszym koordynatorem zadań zleconych dla Orląt był kapitan Stefan Gieniek-Urbański, a po jego odejściu (w 1996) ze względów zdrowotnych, płk Bończa nominował Andrzeja Pomiana – Karysia (działał w czynnym podziemiu antykomunistycznym – Komitet Oporu Społecznego – prowadząc wydawnictwo społeczne na rzecz wszystkich ruchów niezależnych). W niełatwych czasach dla patriotycznej młodzieży, rozpoczął się etap legalizacji Stowarzyszenia. Po zakończeniu tego procesu, Stowarzyszenia Orląt Armii Krajowej, honorowo wspierane przez płk. Bończę, powołało Zarząd, a ten uznał, iż funkcję głównego komendanta Orląt Armii Krajowej sprawował będzie Andrzej Pomian-Karyś. Głównym celem Stowarzyszenia jest propagowanie, umacnianie i przekazanie przyszłym pokoleniom polskich tradycji narodowych i patriotycznych oraz wiedzy historycznej ze szczególnym uwzględnieniem pierwszej i drugiej wojny światowej, a zwłaszcza Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Czym jeszcze się zajmują, w jakich zajęciach uczestniczą, jak wyglądają „Orlęta” można zobaczyć na ich stronie internetowej, wystarczy wystukać http://orleta_armii_krajowej.republika.pl/  Ta organizacja młodzieżowa licząca ok. 500 członków, skupia w swoich szeregach przede wszystkim uczniów szkół średnich i głównie działa w województwie świętokrzyskim. Patrole OAK wybierają ścieżki wiodące szlakami bojowymi partyzantów AK, instruktorzy przypominają fakty historyczne. Podczas wszystkich doniosłych rocznic i świąt narodowych kieleckie „Orlęta" pełnią honorowe warty w miejscach pamięci. Stoją wtedy w pełnym rynsztunku często z historycznymi partyzanckimi „schmeiserami" obok żołnierzy Wojska Polskiego. Co roku pełnią wartę w rocznicę odbicia kieleckiego więzienia przy ul. Zamkowej. W dawnym budynku więziennym mieści się siedziba OAK. Pośród wielu niezwykłych historii, której towarzyszą „Orlęta” jest i taka, o której pisze Iza Bednarz – „Zbrodnia dokonana na 21-letniej łączniczce Armii Krajowej czeka na wyjaśnienie od 60 lat” (na łamach „Echa Dnia”). Szczególnie Dariusz Kundera – żołnierz VI Brygady Powietrzno-Desantowej, instruktor w kieleckim stowarzyszeniu „Orląt”, dosłownie zagrzebał się w tajemnicy dziewczyny w stopniu starszego strzelca, o pseudonimie „Feluś”, która wojnę przeżyła, ale po wyprowadzeniu jej z domu przez bezpiekę „zapadła się jak kamień w wodę”.  Kieleckie „Orlęta” mają też swój udział w przywrócenia do życia nazwy wsi Stefanów, której na mapie nie znajdziecie. We wrześniu 1944 roku kwaterował tam 25 Pułk Piechoty Armii Krajowej z okręgu „Jodła”; 26 września Niemcy wspierani oddziałami Kałmuków zaatakowali pozycje partyzanckie. Doszło do całodniowej walki, zginęło ok. 140 Niemców i ich sprzymierzeńców, po stronie polskiej poległo 15 partyzantów. Bitwa pod Stefanowem uważana jest za największą potyczkę stoczoną przez AK, licząc straty w ludziach po stronie niemieckiej. Wieś została częściowo spalona, mieszkańcy wycofali się wraz z partyzantami do lasów przysuskich (miejscowość Przysucha); kilka miesięcy później wrócili, odbudowali wieś. Nie na długo. Władze komunistyczne nie darowały im niewłaściwych sympatii politycznych. W 1950 roku teren Stefanowa został włączony do poligonu Barycz. – „Przyjechało wojsko i przez kilka dni wysiedlano wioski puszczańskie: Stefanów, Budy, Zapniów, Eugeniów. Ludzie rozpaczali, płakali, musiano ich siłą wyciągać z domów i ładować do samochodów. Przesiedleni zostali na ziemie odzyskane i zupełnie rozrzuceni, głównie po Pomorzu. Traktorami i czołgami rozwalono świeżo odbudowane domostwa, a teren zrównano” - wspominał zmarły 10 listopada w Kielcach generał Kazimierz Załęski „Bończa”, jeden z dowódców w 25 Pułku Armii Krajowej podczas bitwy Stefanowskiej. W stanie wojennym nazwa Stefanów ostatecznie znikła z map. W 1999 roku w umarłej wsi pojawili się młodzi ludzie ze Stowarzyszenia Orląt Armii Krajowej, zarośniętą drogę w lesie pokazał im generał Załęski „Bończa”, honorowy prezes i opiekun stowarzyszenia. We wrześniu 2000 roku zorganizowali uroczystość w rocznicę powstania Państwa Podziemnego, postawili tabliczkę „W tym miejscu była wieś Stefanów”. W uroczystości uczestniczyli żołnierze 25 pułku i wielu mieszkańców okolicznych wsi. – „Od tamtej pory spotykaliśmy się co rok. Któregoś razu, przy ognisku, któryś z partyzantów przypomniał sobie o "Felusiu”, padła nazwa Skotniki - opowiada Andrzej Karyś „Pomian”, komendant Orląt.  Pojechaliśmy na rozpoznanie, „Orlęta” podczas letnich obozów prowadzą kwerendę historyczną, pytają mieszkańców o wojnę, o partyzantkę”. Andrzej odszukał rodzinę „Felusia”, poprosił o zgodę na dopisanie zakończenia jej historii. 21 września ub. roku, w centrum Skotnik stanął pod okazałą lipą kamień podarowany przez jednego z mieszkańców, gmina Aleksandrów dała samochód do transportu głazu, dyrektor miejscowej szkoły udostępnił salę na spotkanie, „Orlęta” ufundowały marmurową tablicę. Ludzie spotykają się tam, palą lampki i opowiadają swoim dzieciom dzieje ojczyzny. „Każdy ma w życiu coś do zrobienia. Po co szukać papierowych autorytetów, kiedy są prawdziwi ludzie, tylko trzeba ich pokazać” – mówi Dariusz Kundera „Orlik”. I na koniec – z westchnieniem: dzięki Bogu, że nie wszyscy patrioci z Polski wyjechali – fragment wspomnień Kazimierza Załęskiego „Bończy”: W czasach PRL-u staraliśmy się spotykać w miejscach naszych walk. Kończyło się to prawie zawsze wzywaniem na „ubeckie" przesłuchania z pogróżkami i straszeniem. W latach siedemdziesiątych i nawet w tzw. „stanie wojennym" udało nam się jednak ICH przechytrzyć. Nieodżałowanej pamięci Antoś „Łebek" Fedorowicz nawiązał kontakt z kołem PTTK -Ochota w Warszawie („Parasole") i przez kilka lat we wrześniu urządzaliśmy rajdy pieszo-rowerowe i samochodowe z udziałem dużej ilości młodzieży no i żyjących partyzantów 25 pp. W czasie jednego z rajdów zakończenie wypadło w rejonie lasów przysuskich z noclegami w Mechlinie i Gałkach. Warunkiem zaliczenia rajdu było m.in. przywiezienie na miejsce „Bitwy Stefanowskiej" sporego kamienia i złożenia go we wskazanym miejscu pod okazałą lipą. Zebrała się z tego spora ilość materiału. Po kilku tygodniach przyjechaliśmy z „Puszczykiem" i „Hartem" na to miejsce z workiem cementu. Z tych kamieni powstał cokół  uwieńczony „akowską kotwicą"...

www.halmassalska@gmail.com